JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Życie z chorobą psychiczną – S jak Szpital, część III - przegląd pacjentów

42 816  
283   98  
Trafili mi w końcu z lekami i dawkami. Przespałem całą noc, nawet coś mi się śniło. W szpitalu nie jest źle, może wciąż denerwuje mnie poranna gimnastyka - nigdy nie byłem tytanem sprawności - tu się czuję jak Leszek Blanik, może dlatego na zajęciach z art terapii wciąż maluję orangutany jako zwierzęta, które mnie charakteryzują.


Może wciąż do pasji doprowadzają mnie sklejone powieki po chloroprotixenie (dawka 200 mg w końcu zadziałała, jupikajej). Na swoich studiach - kulturwisenszaft na poznańskiej wszechnicy - poznałem pojęcie flaneura, wędrowcy obserwatora, spacerowicza analizatora, i na szpitalnych korytarzach właśnie w to się zacząłem wcielać. Po dwóch, trzech dniach zauważam niektóre typy ludzkie, albo właściwie pojedynczych typów, których nie dane mi było wcześniej spotkać. Co ciekawe, część z tych typów dostaje wieczorem mniej tabletek niż ja, co nie wpływa pozytywnie na moją osobę.

LESZEK

Zacznijmy od Leszka, dla mnie osoby, która w dużym stopniu pomogła mi opuścić szpital zdrowszym. Leszek pochodzi z przedmieść miasta, w którym jest szpital, ma długie ręce pianisty, niesamowite niebieskie oczy o głębokim spojrzeniu i szlachetną twarz brytyjskiego lorda. Na co choruje Leszek? Na wszystko. Nie ma chyba leku, którego nie bierze. Jest wysoki – ponad 190 cm, często na spacer po oddziale zakłada brązowy blezerek i idzie powłócząc nogami, ledwo się poruszając. Ten sam anemiczny Leszek w przeciągu ostatnich dni zbił dwie szyby, rzucał krzesłami na parę – paręnaście metrów, wyrwał z zawiasami drzwi od toalety i nimi też rzucił. Leszek lubi, jak się go gładzi po policzku i po dłoniach. Leszek bardzo nie lubi być zapinany w pasy, a czasami to jest konieczne. W tym artykule zrobię wyjątek i w środku umieszczę wiersz, który powstał właśnie dla niego.

Leszek

Colę to ja lubię, lubię też jak przybijasz mi żółwia
Jak stoisz nade mną jako Ty w koszulce, lekarz w marynarce
Dziadek w sweterku. I mówisz do mnie bym był grzeczny.
Żelki miśki to ja lubię i pana Georga małpkę też.
A gdy nie lubię to krzyczę rzucam krzesłami i stołami
We wszystkie głosy i hałasy w głowie. Nie trafiam
Zapięli mnie w pasy dziś wiesz, ale już będę grzeczny.
Czuję, że umieram ale jednak za wolno, za szybko zmieniają mi
Pościel


Tak, dla Leszka byłem trzema osobami, ale zawsze kimś potrzebnym i istotnym. Wiem, że to nie do końca prawda, ale pomogło mi równie mocno jak dużo, dużo Asentry. Do dziś martwię się, co się z nim dzieje, zdobycie jego adresu lub telefonu było rzeczą niemożliwą.

SZAMAN/JEZUS

Drugą z osób, które zapamiętam po szpitalu na zawsze będzie koleś, który trafił do szpitala z urojeniem, że jest współczesnym Jezusem i jako dane rodziców na przyjęciu podawał Jahwe i Matka Boska. Pierwszego dnia po odpięciu pasów i pozwoleniu na spacery po oddziale, nakładał na współpacjentów ręce i odpuszczał im grzechy. Potem nastąpiło przeobrażenie. Do dziś nie mam pojęcia, czy to kwestia końskiej dawki klonazepamu, czy może jakichś procesów w jego głowie – ale najpierw jego twarz przypominała Jokera w wykonaniu Ledgera, a podczas wieczornego seansu filmowego objawił się on...

...Szaman. Oglądaliśmy jakiś fatalny film przygodowy, a na środku stołu pingpongowego usiadł on. Zaczął swoją piękną pieśń ze słowami, których nikt nie rozumiał, ale powtarzały się i tworzyły piękny i smutny język rozpaczy i szaleństwa. Nie dane było nam dosłuchać tej pieśni do końca, trafił niestety znów w pasy. Następnego dnia na śniadaniu miał już opaskę, wetknięte pióra wydobyte z poduszki i był pełnoprawnym wodzem indiańskim. Wielu pacjentów to nie obeszło. Były jednak chwile, gdy zachowywał się normalnie.
Znaczy - normalnie to w jego wypadku dużo powiedziane. Jego prawdziwa historia (a koleś miał 23 lata) mogłaby posłużyć jako scenariusz całkiem niezłego filmu przygodowego. Oto tuż po swoich 21 urodzinach, przy użyciu kard kredytowych ojca lekarza, ów Szaman zakupił sobie bilety do Australii, gdzie nie umiejąc pływać, chciał otworzyć szkołę nurkowania. Biznes wypalił mniej więcej jak kapiszon, w związku z czym, wciąż za zajumane ojcu pieniądze, doszedł do wniosku, że nauczy nurkowania Chińczyków. To też wypadło całkiem średnio. W pewnym momencie nasz wędrowiec odnajduje się w syberyjskim więzieniu, gdzie odsiaduje za nielegalne przekroczenie granicy. Stamtąd wyciągają go rodzice, no i trafia na nasz oddział.

ZAKOCHANY

(w poniższej części znajdują się informacje, które mogą wzruszyć niektóre Superbojowniczki)

Jak wspominałem wcześniej, praktycznie codziennie odwiedzała mnie w szpitalu moja ówczesna dziewczyna. Nie umknęło to uwadze niektórych z współtowarzyszy niedoli. Na papierosie często prosili mnie, żebym o niej opowiadał, co też czyniłem. Jednym z tych, którzy często chcieli opowieści o życiu i relacjach był M.
M. na co dzień mieszkał w DPS-ie oddalonym 16 km od naszego szpitala i był pieprzoną maszyną do kręcenia fajek z tytoniu. Robiliście to kiedyś? Mi zrobienie jednego papierosa zajmuje circa minutę. On w minutę robił 10. Paczkę w dwie. 10 paczek w niecałe pół godziny. Artysta. Któregoś pięknego dnia między nami pojawił się następujący dialog

M: A dziś twoja dziewczyna przychodzi?
Ja : Pewnie tak.
M: Ja też mam dziewczynę.
Ja: Super, fajna jest?
M : Najpiękniejsza.
Ja : Cieszę się, że tak mówisz.
M : Chcesz, to ci pokażę jej zdjęcie.
Ja: No pewnie!


M. wylatuje do swojego pokoju z prędkością światła, mi w głowie kłębią się myśli w jaki sposób nie okazać tego, że owe dziewczę mnie nie zachwyci, wraca ze swoim portfelem i czekam, aż pokaże mi to zdjęcie...

i
wtedy
on
z
portfela
wyciąga

naklejkę z syrenką Arielką. Tak. Naklejkę z syrenką Arielką. Syrenka Arielka jest jego dziewczyną. Szanuję to najmocniej, po policzku płyną mi łzy.

Ponieważ wiersz był w środku, teraz nie będzie, będzie w następnym odcinku. Do zobaczenia, czytelnicy. Jeśli są jakieś pytania,, to ten co jest WariatOdArtykulu, to ja.

Oglądany: 42816x | Komentarzy: 98 | Okejek: 283 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało